12. Zaprzyjaźnić się ze Lwowem.

Kupując bilety lotnicze do Lwowa miałam mieszane uczucia. Jednocześnie targała mną ogromna radość (jak to zwykle przy tej czynności) oraz potworny strach. Z natury jestem osobą dosyć strachliwą, mocno zapobiegawczą dlatego też sytuacja polityczna Ukrainy mocno mnie stresowała. Mimo to jednak zdecydowałam się na ten zupełnie szalony zakup. Niczego nie żałuję. 😀

Do Lwowa polecieliśmy w kwietniu zeszłego roku. Wtedy jeszcze na Ukrainie sporo się działo i mocno się „kotłowało”: pikiety antypolskie, marsze, palone flagi, pobici turyści (i nie mówię tutaj o tej drugiej, wojennej części Ukrainy).. Naczytałam się wielu artykułów w podobnej tematyce co wcale nie ułatwiało mi spakowania plecaka na wyjazd. Jednak podróżniczki z grupy wielokrotnie zapewniały mnie, że Lwów jest zupełnie bezpieczny, nawet dla samotnej dziewczyny. Ku mojej wielkiej uldze (i w sumie zdziwieniu) faktycznie tak było.

Lwów pochłonął mnie od razu. Tak totalnie, bez chwili zawahania. Trafił mnie w serce i już zagościł się tam na dobre. Idąc wąskimi uliczkami, wzdłuż pięknych kamienic zachwycałam się pięknem tego miejsca. Niepowtarzalna atmosfera unosząca się w powietrzu czyni to miasto zupełnie i absolutnie wyjątkowym.

Przechadzając się po rynku rozglądałam się po kamieniczkach próbując rozgryźć co znajduje się w każdej z nich. Ta tajemnica, którą były owiane przez moją nieznajomość cyrlicy podwajała ich atrakcyjność. Możliwość zastanawiania się, wizualizowania, próby odgadnięcia rzeczywistości wzbudzała we mnie to dziwne uczucie, które trudno zdefiniować.. Zauroczenie zmieszane z radością, podekscytowaniem…

Lwów jest jednym z tych fenomenalnych miast, że każdy znajdzie coś dla siebie. Miłośnicy rożnych rodzajów jedzenia na pewno nie będą głodni, ludzie lubiący różne typy spędzania czasu również będą usatysfakcjonowani..

Jako, że byliśmy grupą zróżnicowaną wiekowo i koedukacyjną spróbowaliśmy wielu różnych fantastycznych rzeczy – zarówno jeśli chodzi o jedzenie jak i rozrywkę. Myślę, że każdy w naszej grupie po wyjeździe czuł się usatysfakcjonowany i najedzony 😉 Chciałbym Wam teraz przedstawić kilka miejsc, które pojawiły się na trasie naszej krótkiej podróży.

  1. Wzgórze Wysoki Zamek/kopiec Unii Lubelskiej – jest to miejsce w centrum, z którego roztacza się niesamowita panorama na całe miasto. Było to jedno z pierwszych miejsc, w które skierowaliśmy nasze kroki po przylocie na Ukrainę. Warto wspiąć się na to niewielkie wzniesienie by móc z góry doświadczyć uroku Lwowa. Szczególnie polecam udać się tam o zachodzie słońca – nie pożałujecie!
    20180420_201807.jpg
  2. Arsenal Ribs And Spirits – jest to restauracja, którą znaleźliśmy zupełnie przypadkiem.. Smak serwowanych tam żeberek jest doskonały! Dodatkowo ma swój specyficzny klimat restauracji dodaje jej tylko uroku. Brak w niej talerzy, sztućców.. Je się rękami i w papierowych śliniakach. Świetna zabawa w niskiej cenie i z pełnym i zadowolonym brzuchem.20180420_191205.jpg
  3.  Cmentarz Łyczakowski – przed wyjazdem nie byłam jakoś szczególnie przekonana aby odwiedzić to miejsce. Cmentarze mocno mnie przygnębiają i dość mocno przerażają. Jednak konieczność kompromisów w grupie spowodowała, że moja stopa stanęła na jego terenie. Bardzo się cieszę, że reszta grupy chciała tam pójść. Cmentarz robi spore wrażenie, zarówno ta starsza część jak i Cmentarz Orląt Lwowskich.IMG_20180421_131741.jpg
  4. Beer Cultural Experience Center “Lvivarnya” – Muzeum Piwowarstwa. Jeśli jesteś piwoszem i interesuje Cię historia piwa to zdecydowanie miejsce dla Ciebie! W muzeum jest wiele ciekawych eksponatów, pokazany jest proces produkcji piwa, są również fantastyczne miejsca, w których można zrobić zdjęcie (np. przy ladzie barowej) a dla dorosłych jest i możliwość degustacji! Wstęp nawet z degustacją jest tani 😉

 

Wszystkie zdjęcia zostały wykonane przez moich współtowarzyszy podróży 😉

11. Przełamać wszystkie bariery – skok ze spadochronem.

Nie sądziłam, że kiedyś nadejdzie taki dzień, w którym będę mogła powiedzieć „Udało mi się! Skoczyłam ze spadochronem!” … A jednak to zrobiłam!

Zdecydowanie się na kupienie grupona zajęło mi kilka dni, ciągle się wahałam, rozważałam za i przeciw, walczyłam sama ze sobą. Z jednej strony czułam, że właśnie tego pragnę, że jest to coś co chcę w życiu zrobić. Z drugiej zaś strony przeważały aspekty zdroworozsądkowe (jednak jest to sport ekstremalny) i finansowe.

Siedząc w fotelu, trzy godziny po skoku, nie wyobrażam sobie, że mogłabym podjąć inną decyzję. 

Na lotnisku zjawiłam się przed czasem, nie czując w zasadzie jakiegoś specjalnego stresu.. Raczej gigantyczne podekscytowanie nadchodzącym skokiem. Okropnie dłużyły mi się chwile oczekiwania na swoją kolej. Przesympatyczny instruktor przeprowadził krótkie, ale jakże ważne, szkolenie i już kierowaliśmy swoje kroki ku stojącej nieopodal na trawie awionetce.

Widok tego mikrosaomolociku, który miał bezpiecznie przewieźć 4 osoby i pilota mocno mnie zatrwożył. Samolot był bardzo mały, jeden z jego boków był całkowicie pozbawiony stabilnej i bezpiecznej stali i zastąpiony był… materiałową kotarą, która po podniesieniu służyła za miejsce zrzutu.

Wsiadając do środka mój niepokój nieustannie rósł. Rzepy zdawały się być zbyt słabe żeby wytrzymać podróż na 4 tysiące metrów. A jednak pozornie nietrwała konstrukcja okazała się być idealną do tego typu skoków. Kotarę łatwo dało się zdemontować aby bez problemu móc wydostać się z samolociku.

Awionetka zadziwiła mnie krajobrazowością swoich widoków. Sam lot w przestworza też był niemałym doświadczeniem. Przebijanie chmur, kołowanie nad okolicznymi stawami, zalewami obfitowało w zapierające dech w piersiach widoki.

Z wszystkich etapów wykonania skoku najtrudniejszy był dla mnie moment, w którym instruktor wystawił mnie poza teren samolotu i radośnie zwisałam w przestworzach, zabezpieczona jedynie uprzężą. Wtedy już nie było odwrotu..
I właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że za kilka chwil, ułamków sekund będę spadać mniej lub bardziej niekontrolowanie z 3,5 tysiąca metrów z prędkością 200 km/h ..

I zaczęłam spadać 😀
Uczucie conajmniej specyficzne, ciężko łapie się normalny oddech. Cały świat wokół wiruje.. Czujesz tylko jak płaty skóry na twarzy, rękach i nogach łopoczą na wietrze radośnie poddając się pędowi powietrza. Wtedy też przez umysł przetacza się stado myśli zasadniczo skierowanych treściowo „zaraz będę plackiem”, „narządy mi wylecą uszami”, „dlaczego ja chciałam to zrobić?”.
Chwila zwątpienia.
Lecisz i lecisz i lecisz a spadochron ciągle się nie otwiera 😀

Uczucie ulgi po tym specyficznym szarpnięciu otwieranego spadochronu jest nieporównywalne z czymkolwiek innym.. To po prostu trzeba przeżyć samemu. 

Sam lot na otwartej czaszy jest bardzo przyjemnym, niesamowitym i niepowtarzalnym. Podziwianie widoków, wykonywanie szalonych skrętów, powolne opadanie ku lotnisku.

Kłębi się we mnie tyle emocji, tak wiele chciałabym przekazać.
Jednak żadne słowa nie oddają tego, co dziś się wydarzyło.

spadochronspadochron 7

Z całą szczerością i pewnością mogę stwierdzić, że było to jedno z najintensywniejszych i najbardziej niesamowitych wydarzeń w moim życiu.  

10. Wielki Rozsutec moimi oczami.

Co jest takiego w górach, że w nie chodzisz?
To pytanie zadano mi podczas mozolnego wchodzenia na bardzo strome i skaliste podejście. Wtedy też stwierdziłam, że nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie bo aktualnie myślałam „kto to kurde wymyślił?!”

Góry mają w sobie wiele paradoksów.. Dają poczucie wolności, spełnienia a jednocześnie trzymają nas mocno w ryzach. Stojąc na szczycie i chłonąc otaczające widoki czuje się spokojnym, wyciszonym. Zwalnia się szalony bieg życia. Góry pomagają odpocząć, spojrzeć z dystansu na wiele spraw, dają czas na rozmyślania, pobycie samemu ze sobą. Ten czas, w którym można się wyłączyć, „wylogować” jest niezwykle cenny.

W chodzeniu po górach zawsze towarzyszy dreszczyk emocji.. Często jesteśmy bezbronni. Przygniatają nas one swoim ogromem i majestatem. W każdej chwili możemy spaść, noga może objechać, w kilka minut może zmienić się diametralnie pogoda, może spaść lawina.. W zasadzie jesteśmy zdani na ich łaskę i niełaskę. To uczy pokory.

Do podjęcia tych refleksji skłoniła mnie moja ostatnia wyprawa ze znajomymi na Wielkiego Rozsutca położonego w paśmie Małej Fatry. Była to moja pierwsza trasa z łańcuchami, drabinami i klamrami. Zważywszy na moje niegdyś gigantyczne problemy z lękiem wysokości byłam przekonana, że sobie nie poradzę. Nie mogłam się bardziej mylić 😉

Trasa była świetnie zaplanowana i zdecydowanie dostępna dla takiego laika jak ja. Poniżej mapka z trasą przez nas przebytą.

wysokościtrasa

14 kilometrowa trasa początkowo była przyjemnym (na początku :D) spacerem zdecydowanie pod górę. Dopiero czerwony szlak zaowocował trudniejszymi technicznie elementami. Zawierał on elementy czystego wspinania: zarówno z łańcuchami jak i bez nich, czasem na zupełnej ekspozycji. Mimo wszystko jednak, dla osób chodzących po górach i mających odpowiedni sprzęt, szlak nie był jakoś szczególnie trudny, szczególnie jeśli miało się rękawice. Kolega weteran śmiał nawet twierdzić, że był zdecydowanie zbyt łatwy a łańcuchy są na nim niepotrzebne..

Szczerze mówiąc, chociaż w życiu bym się tego nie spodziewała, rewelacyjnie się bawiłam. Łańcuchy, coś co mnie paraliżowało strachem, dały mi najwięcej frajdy. Wszystko to zasługą grupy, z którą byłam. Rozluźniłam się, śmiałam i coś co było dla mnie barierą nie do pokonania stało się gigantyczną motywacją i kolejnym elementem układanki pod tytułem „przełam swój strach”.

Niesamowite uczucie wygrać tą nierówną walkę po tylu latach.. Wszystkim polecam walkę z samym sobą i swoimi strachami. Nie jest to prosta i krótka droga, wręcz przeciwnie. Zajęło mi to wiele lat by bez strachu móc powiesić się całym ciężarem ciała na łańcuchu mając stopy oparte tylko o niewielkie wypustki w skale..

Nic, na prawdę nic nie daje takiej motywacji 😉

P_20180708_152954_vHDR_On — kopia

Wszystkie zdjęcia zostały wykonane przez moich współtowarzyszy podróży 😉

9. Kilka rad przed podróżą – Gruzja część III.

A o to kilka rad, które przed wyjazdem do Gruzji sama chciałabym usłyszeć:

  1. Jeśli jesteś osobą, która ma wrażliwy żołądek lepiej zaopatrz się w węgiel. Gruzińskie potrawy są niesamowicie tłuste, mocno doprawione (choć nie zwykłą solą!) i zwykle baardzo mięsne. Nasze żołądki nie do końca są przystosowane do tego typu potraw. Ser, który dodają do wszystkiego mocno ciąży i bardzo długo się trawi. Uważaj na to co jesz, zawsze porządnie zastanów się  nad wyborami obiadowymi, gdyż niekoniecznie musi być to „szczęśliwy” wybór.
    ALE JEDNOCZEŚNIE….
  2. Jedz ile tylko możesz, próbuj nieznanych Ci rzeczy. Nigdzie w całym moim życiu nie jadłam tak cudownych, soczystych winogron, arbuzów, granatów i innych owoców, których nigdy wcześniej nie widziałam na oczy.. Gruzja zaskoczy Cię milionami smaków, przepisami na skomplikowane przekąski zrobione z rzeczy, które my – Polacy uważamy za zupełnie niejadalne (na przykład ta biała część arbuza), pachnącą kawą turecką, osobliwie wyglądającymi, brązowymi, zwisającymi knutkami czy zupełnie dziwnym shake’m z koziego mleka..:d
  3. Wino kupuj tylko u miejscowych. Nie warto kupować butelkowanego w sklepie gdy kawałek dalej ktoś, znacznie taniej naleje nam przepysznego, swojskiego wina.
  4. Targuj się. Gruzja jest krajem, w którym turystom podaje się ceny 2/3 razy większe. Nie tylko za usługi transportowe ale również w małych sklepikach czy guesthousach. Targuj się bo zwykle cena jest na tyle wysoka, że sprzedający/świadczący usługi lekką ręką mogą sobie pozwolić na obniżenie ceny.
  5. Noclegów szukaj u lokalnej ludności. Może warunki będą skromne ale jeśli weźmiesz opcję „z wyżywieniem” to ugoszczą Cię lepiej niż w jakimkolwiek hostelu. (My niestety nie wiedzieliśmy o tym i nasze wybory w większości przypadków nie do końca były trafne).
  6. Podróżuj najczęściej jak tylko możesz lokalnymi środkami transportu. Jest to zdecydowanie jeden z najbardziej niezapomnianych i wrażeniotwórczych sposobów zwiedzenia tego pięknego kraju. Wyprzedzanie na trzeciego, dramatyczne mijanki na skraju przepaści, rozpadające się busiki.. W marszrutkach doświadczysz tych samych emocji co na największych rollercoasterach świata. No i może Cię w nich spotkać coś zupełnie niespodziewanego .. tak jak nas 😉 KLIK-> 8. Gruzja – część II. Ostatnia Przygoda.
  7. Dokładnie smakuj każdą przeżywaną chwilę, mocno wciągaj chłodne, górskie powietrze, napawaj wzrok tymi niesamowitymi górami czy całkowicie odjechaną panoramą Tbilisi. Każde miejsce w Gruzji ma w sobie coś pięknego i niespotykanego. Znajdź to, czerp, korzystaj ile tylko możesz.